Akai MPC 5000
Seria MPC roziwjana była od modelu MPC 60, który ujrzał światło dzienne w 1988′ym roku. Zaprojektowany przez Roger’a Linn’a i Akai MPC60 mk1, mk2 i MPC 3000 stały się legendą i w dalszym ciągu mają wielu fanów charakterystycznego brzmienia i kwantyzacji (swing). Później firma Akai bez Roger’a wypuściła kolejno modele 2000, 2000XL, 4000, 1000, 500 i 2500. Niezniechęciło to jednak użytkowaników pierwszych dwóch modeli do ciągłego ich wykorzystywania za sprawą wspomnianych cech. Model 4000 na chwilę obecną nie jest już produkowany gdyż modelem flagowym zostaje MPC 5000.
Najnowszy model w dalszym ciągu pozostaje MPC’ekeim pomimo tych wszystkich zmian jakie zachodziły w trakcie “ewolucji” tej serii. Do tego dochodzi to, że jest chyba najlepiej wyglądającym modelem. Jest duży – zapomnij o używaniu go w samolocie czy w pociągu. Również nie ma zasialania z baterii.
Frontowy panel jest połączeniem dwu światów – część jest odziedziczona z modeli zaprojektowanych przez Roger’a Linn’a, a część od Numarka, który jest właścicielem Akai od 2004′ego roku. Ekran, który jest bardzo podobny do tego w modelu MPC 4000, jest znacznie większy, łatwy do odczytywania i wyświetla przebiegi sampli co jest wygodniejsze niż w modelach z mniejszym wyświetlaczem.
Ilość kontrolerów zwanych Q-Link’ami znacznie została powiększona w stosunku do modeli 2500 i 4000, które mogą być przyporządkowane do parametrów wewnątrz systemu jak i urządzeń zewnętrznych co czyni z MPC 5000 doskonałym kontrolerem MIDI. Dostępnych jest 8 potencjomentrów obrotowych i 4 suwakowe.
Utrata pamięci …
Płynność pracy dzięki układowi padów, kontrolerów, przycisków funkcyjnych i dużemu wyświetlaczowi jest niesamowita. Rozwiązanie z padami na środku i kontrolerami po lewej stronie sprawdza się doskonale w pracy. Każdy kto zna MPC’ki poczuje się jak w domu a dla nowych pojęcie wszystiego odbędzie się w “locie”. Jedyne co jest trochę nie tak, to ta plastikowa część z przodu na której spoczywają nadgarstki – w starym poczciwym MPC 3000 było to gumowe i elastyczne … rządzi do tej pory.
W środku ten model pracuje bardzo podobnie do starszych modeli jakkolwiek oprogramowanie zostało rozszerzone. Na starcie mamy TYLKO 64 MB RAM’u na sample, którą możemy rozszerzyć do 192 MB (MPC 4000 mógł być dopasiony do 512 MB). Opcjonalnie możemy doinstalować napęd CD-R/DVD jednakże w tej cenie (£1550) powinno być to w standardzie.
Tworzenie bitów na tej maszynie odbywa się na takich samych zasadach jak w poprzednich modelach jednak w tym dochodzą nam syntezator pokładowy i audio z twardego dysku. Podepnij tylko jakieś źródło dźwięku do wejścia input/SPDIF czy też gramofonowego, zsampluj w mono albo stereo prosto na HD’ka, załaduj sample do programów, przyporządkuj do poszczególnych padów i jazda …
Tryb Simult umożliwia “odpalanie” czterech padów jednym, gdzie w dalszym ciągu działa resampling z nałożonymi efektami oraz sample w locie mogą być nagrywane na kartę pamięci cz też twardy dysk. Można również ten instrument podłączyć do komputera i również tą drogą przesyłać sample bezpośrednio z sekwencerów.
Chop Shop
Edycja sampli jest wszechstronna. Chop Shop v2.0 pozwala na edycję sampli znaną z programu Recycle – automatyczne cięcie sampli i przyporządkowywanie do padów z jednoczesną kreacją nowego programu. Pojedyńcze kawałki można wycinać z WAV’ów i wstawiać w nowe bity. Sample mogą mieć zmienioną częstotliwość (pitch) jak i można je rozciągnąć / skrócić w czasie (timestreching) przy użciu jednego z 18′tu algorytmów. Wszystkie te dźwięki mogą się wydostać jednym z dziesięciu wyjść audio lub też cyfrowo po SPDIF.
Sekwencer ma wszystkie funkcje w pełnym znaczeniu tego słowa. Każde zdarzenie MIDI może być przechowywane i edytowane w najdrobniejszym detalu – przydała by się opcja z podłączeniem monitora i myszki jak to ma miejsce w Roland’zie MV-8800. Każda sekwencja może się składać z 64′ech ścieżek i sekwencje mogą być odpalane w dowolnej kolejności tworząc “song’i”. Wszystkie ścieżki mogą być przyporządkowane / wyciszane / odpalane do padów co jest nieocenione w trakcie występów na żywo. Rozdzielczość sekwencera – 960 jednostek na ćwiernutę – tak samo jak w modelu 4000.
Ci, którzy znają i pamiętają chcarakterystyczną kwantyzację “swing” z modelu 3000 będą zadowoleni z dodatkowej obsługi nut trójkowych. Znaczącym krokiem … można powiedzieć wstecz, jest na stałe ustanowiona częstotliwość próbkowania i rozdzielczość bitowa sampli – 16 bit i 44.1 khz. Większość z nas pracuje w dzisiejszych czasach na 24′ech bitach co daje większy zakres dynamiki. Naprawdę dziwne posunięcie ze strony Akai tym bardziej, że poprzednik (MPC 4000) miał możliwość pracy z pełnym 24/96 trybem.
Akai MPC 5000 umożliwia nagrywanie / odtwarzanie 8 ścieżek audio z lub na wewnętrzny dysk. Długość materiału jest zależna tylko i wyłącznie od wewnętrznego dysku twardego (80GB) i tak się niefortunnie składa, że nie można nagrywać / odtwarzać w ten sposób materiału z zewnętrznego dystku podłączonego do USB co było by bardzo przydatne. Ten materiał audio może być edytowany, dodana automatyka poziomu, panoramy oraz efektów. Pozwala to na zrealizowanie utworu od początku do samego końca włącznie z wypaleniem materiału na CD/DVD (jeżeli wcześniej sobie doinstalujemy).
Jeśli chodzi o brzmienie – fantastyczny do perkusji i bitów. Jeżeli chodzi o wewnętrzny syntezator – nie można powiedzieć, że jest perfekcyjny. Da się usłyszeć w wybrzmieniach dźwięków szymy kwantyzacji i płynne zmiany częstotliwości odcięcia filtrów wcale nie są takie płynne. Szkoda trochę, tym bardziej, że w założeniu jest to instrument, który ma być do wszystkiego.
Podsumowanie.
Wszystko co potrzebujesz w jednym kawałku. Pomimo braku pewnych rzeczy z ostatniego MPC4000 w dalszym ciągu jest to dobre trafienie pomiędzy starymi dobrymi MPC’kami a najnowszymi. Na duży plus zasługują kontrolery, nagrywanie / odtwarzanie z twardego dysku, dodatkowy syntezator z arpegiator’ami, efekty, szybkie USB 2.0, graficzna edycja sampli i większy ekran.
Za tą cenę można by się spodziewać 24 bitowej rozdzielczości i wbudowanej nagrywarki CD/DVD w standardzie oraz zwiększonej pamięci i polifonii.
Jakkolwiek – dla tych co nie posiadają komputera, nie korzystają lub po prostu nie lubią do tworzenia muzyki, a jednocześnie lubią koncepcję pracy typowej dla serii MPC to ciężko będzie znaleźć coś lepszego niż właśnie ten model 5000.
polecam artykuuł Just Blaz’a na temat mpc 5000: http://themegatrondon2.com/2008/07/29/teh-suck/